Co się czuje kiedy jest się zakochanym? I kiedy wiadomo, że to właśnie ta osoba?
Ja na to nie odpowiem, bo każdy sam to czuje. Ja miałem tak, że przy tej osobie czułem coś zupełnie niezwykłego. Nie potrafię tego wyłumaczyć. To był z jednej strony ból z powodu, że nie będziemy razem, a z drugiej wielka radość, że stoję przy niej.
Pamiętam, że za każdym razem kiedy ją widziałem działo się coś podobnego. Nagłe udrzenie gorąca, serce bije szybciej, głos się łamie i ciężko z siebie cokolwiek wydusić. A nigdy nie miałem problemów żeby porozmawiać z innymi.
To było kiedyś. Spotkaliśmy się niedawno bardzo przypadkiem. Naprawdę w ciągu tych lat kiedy nie chodziliśmy do tej samej szkoły i nie mieszkaliśmy blisko siebie spotkaliśmy się dwa razy. Za każdym razem bez wcześniejszego umawiania. Byłem zawsze zaskoczony, bo naprawdę nikogo więcej z mojej byłej klasy nie spotkałem. Zawsze uważałem, że może to jest specjalny prezent od losu, ale przy ostatnim spotkaniu wszystko minęło. Nic już się ze mną nie dzieje. Jest normalnie. Choć wiem, że potrafiłbym kochać tą osobę, to wszystko, co się działo ze mną przy wcześniejszym kontakcie z nią, minęło.
Może to była miłość mojego życia i właśnie ją ominąłem? A może to wcale nie była miłość?
Czy kiedyś czuliście coś podobnego? Jak zachowywaliście się przy osobach, do których czuliście coś więcej?
Piszcie w komentarzach :)
